W lesie niedaleko Tomaszowa Mazowieckiego stoi masywny betonowy schron kolejowy z czasów II wojny światowej. Ma 350 metrów długości, wygina się w łuk i można przez niego przejść z latarką w ręku, oglądając pozostałości torowiska i niemieckie napisy na ścianach. To jeden z czterech takich obiektów w Polsce, część kompleksu Anlage Mitte, który miał chronić hitlerowskie pociągi sztabowe przed atakami lotniczymi.
Obiekt nie jest udostępniony turystycznie jak jego bliźniak w Konewce. Nie ma tu przewodników, biletów ani tabliczek informacyjnych. Jest za to autentyczność miejsca zapomnianego przez czas.
- autentyczność miejsca
- unikalna architektura
- brak przewodników i tłumów
- niemieckie napisy na ścianach
- fascynująca historia II wojny światowej
Historia schronu – przygotowania do wojny na wschodzie
Budowę kompleksu w Jeleniu rozpoczęto wiosną 1940 roku. Niemcy planowali atak na Związek Radziecki i potrzebowali bezpiecznego miejsca dla swoich ruchomych ośrodków dowodzenia. Pociągi sztabowe składały się z 10-16 wagonów – były tam salonki dla wysokich oficerów, wagony dowodzenia, ochrony, restauracyjne i sypialne.
Do budowy zatrudniono około 1500 osób, głównie Niemców i Austriaków, później dołączyli Włosi. Polacy pracowali tylko przy transporcie i robotach pomocniczych – Niemcy dbali o to, żeby wiedzieli jak najmniej o obiekcie. Całość była ściśle utajniona, budowano tak, by nie dało się zauważyć kompleksu z powietrza.
Schron otrzymał kryptonim „Gefechtstand Anlage Mitte”, co oznacza „stanowisko dowodzenia obszar wschód”. Wraz z obiektem w Konewce miał stanowić zabezpieczenie dla sztabu Grupy Armii Środek.
Ironia historii sprawiła, że mimo ogromnych nakładów finansowych i pracy tysięcy ludzi, schron nigdy nie został wykorzystany zgodnie z przeznaczeniem. Wehrmacht po ataku na ZSRR w czerwcu 1941 roku szybko przesuwał front na wschód, przez co obiekty pod Tomaszowem okazały się zbędne. Prawdopodobnie w 1942 roku Niemcy zdemontowali część urządzeń i wywieźli je.
W 1944 roku schron dostał drugie życie, tym razem jako filia Daimler-Benz. Trafiały tu uszkodzone silniki lotnicze, z których odzyskiwano części zamienne. Pracowali tu przymusowi robotnicy i jeńcy rosyjscy. Pod koniec wojny obiekt służył jako magazyn amunicji lotniczej i skład bomb. Nowy kryptonim brzmiał „Goldamsel”.
Co zobaczysz w środku – 350 metrów betonowego tunelu
Główny schron ma 350 metrów długości, 15 metrów szerokości i 9 metrów wysokości. Mógł pomieścić cały skład z 16 wagonami – na tyle sekcji został podzielony. Nietypowa jest jego forma – zamiast prostego tunelu masz do przejścia łuk skręcający w lewo z promieniem około 35 stopni. Tylko ostatni 80-metrowy odcinek biegnie prosto.
Po wejściu pierwsze kilkadziesiąt metrów jest dobrze oświetlonych światłem dziennym. Dalej robi się ciemno i bez latarki nie ruszysz się dalej. W korytarzach bocznych zalega woda, pływają w niej gałęzie i śmieci. Co kilka metrów widać boczne pomieszczenia dla obsługi – puste, wilgotne, porośnięte mchem.
Zachowała się niecka torowiska, choć w dalszych sekcjach została zalana betonem. Na ścianach widać niemieckie napisy, pozostałości wentylacji i miejsca po okablowaniu. Są też wyjścia boczne i metalowe pręty wystające z betonowych ścian – montowano na nich siatkę maskującą. Dziś tę rolę pełni mech, który obficie porasta cały obiekt.
Ewenementem na tle innych schronów kolejowych w Polsce jest wygięcie w kształcie łuku. Większość podobnych obiektów ma prostą konstrukcję.
Budynki techniczne w lesie – elektrownia i kotłownia
Schron kolejowy to nie wszystko. W kompleks wchodzi jeszcze kilka budynków technicznych rozrzuconych po lesie. Są to elektrownia z wentylatorownią, kotłownia i hydrofornia. Ich konstrukcja przypomina obiekty z Wilczego Szańca czy Mamerk – masywne żelbetowe bryły z charakterystycznymi zaokrąglonymi narożnikami.
Warto przejść się po okolicy i zajrzeć do środka. Budynki są dostępne, choć podobnie jak główny schron – zdewastowane i zaśmiecone. Widać je dobrze z bocznych wyjść głównego tunelu. Patrząc uważnie można też dostrzec dawny nasyp kolejowy prowadzący do schronu.
Zwiedzanie – co zabrać i czego się spodziewać
Obiekt jest dostępny bezpłatnie przez całą dobę. Nie ma ogrodzenia, bramek ani żadnej infrastruktury turystycznej. To miejsce na własną odpowiedzialność – nikt nie pilnuje bezpieczeństwa i nie dba o porządek.
Bezwzględnie potrzebna jest dobra latarka, najlepiej czołówka, żeby mieć wolne ręce. Latem w środku panuje przyjemny chłód, zimą jest lodowato, więc ubierz się odpowiednio. Obuwie na pewno się ubrudzi – w korytarzach stoi woda, a podłoga jest nierówna.
Uważaj na dziury w podłodze i słabo zabezpieczone wejścia do kanałów technicznych. W korytarzu bocznym woda jest głębsza i można się poślizgnąć. Są też fragmenty szkła i śmieci – to efekt braku jakiejkolwiek ochrony obiektu. Ściany pokryte są graffiti, co psuje atmosferę, ale takie są realia niezabezpieczonych miejsc.
Na przejście całego schronu i obejrzenie budynków technicznych potrzebujesz około 1-1,5 godziny. Jeśli interesuje cię fotografia czy dokładne zwiedzanie – zostaw sobie 2 godziny.
Jak dojechać – drogą przez las
Jeleń znajduje się około 7,5 km na południowy wschód od Tomaszowa Mazowieckiego. Jedziesz drogą nr 713 w kierunku Opoczna. Za Białobrzegami skręcasz w prawo na Wąwał, po kilkuset metrach znów w prawo za drogowskazem na bunkry w Jeleniu. Droga prowadzi bezpośrednio do obiektu.
Uwaga – ostatni odcinek to droga leśna nieudostępniona do ruchu publicznego. Teoretycznie można podjechać pod sam schron, ale leśnicy mogą wystawić mandat. Bezpieczniej zostawić auto przy drodze asfaltowej i przejść około 200 metrów pieszo. Jest tam miejsce na parking.
Współrzędne GPS: 51°30’10.7″N, 20°04’40.1″E. W mapach Google obiekt jest oznaczony jako „Bunkier kolejowy w Jeleniu”.
Dla kogo to miejsce
Przede wszystkim dla miłośników historii II wojny światowej i militariów. Jeśli fascynują cię fortyfikacje, bunkry i podziemne obiekty – to miejsce jest dla ciebie. Dobrze sprawdzi się też jako punkt wycieczki dla osób lubiących urbex i eksplorację opuszczonych miejsc.
Z dziećmi można, ale młodszych trzeba pilnować – ciemność, woda na podłodze i dziury w betonie nie sprzyjają swobodnej zabawie. Starsze dzieci zainteresowane historią powinny być pod wrażeniem rozmiarów obiektu.
Nie jest to miejsce dla osób z problemami z poruszaniem się – teren nierówny, trzeba chodzić po mokrym betonie, a światła dziennego brakuje przez większość trasy.
W 2021 roku bunkier kolejowy w Jeleniu został wpisany do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków. Pasjonaci historii czekali na tę decyzję 8 lat.
Jeleń czy Konewka – który schron wybrać
Jeśli masz czas, warto zobaczyć oba. Konewka, oddalona o 14 km, jest udostępniona turystycznie – ma oświetlenie, wystawę eksponatów wojennych i opiekę. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem. To dobry wybór dla rodzin z dziećmi i osób, które chcą zwiedzić bezpiecznie i z komentarzem.
Jeleń to przeciwieństwo – surowy, autentyczny, bez żadnych udogodnień. Bardziej dla tych, którzy wolą klimat opuszczonego miejsca i nie przeszkadza im brak infrastruktury. Paradoksalnie to właśnie ten brak turystycznego zagospodarowania daje poczucie obcowania z historią bez pośredników.
Oba schrony powstały w tym samym czasie, miały to samo przeznaczenie i podobną konstrukcję. Różni je tylko obecny stan i sposób udostępnienia.
Praktyczne informacje
Cena: wstęp bezpłatny
Godziny otwarcia: obiekt dostępny całą dobę, ale lepiej zwiedzać za dnia
Czas zwiedzania: 1-2 godziny
Dojazd: droga nr 713 z Tomaszowa Mazowieckiego, za Białobrzegami skręt na Wąwał, następnie za znakiem na bunkry. Parking przy drodze asfaltowej, około 200 m do obiektu
Co zabrać: latarkę (najlepiej czołówkę), ciepłe ubranie, obuwie które można ubrudzić
Dostępność: obiekt nie jest przystosowany dla osób z problemami z poruszaniem się
Dodatkowe informacje: obiekt wpisany do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków, zwiedzanie na własną odpowiedzialność, brak opieki i zabezpieczeń
